WYWIAD „Ekumenizm jako droga od konfliktu do wspólnoty”

 

Pytania przygotował ks. dr hab. Jarosław Lipniak

 1. Zakończyliśmy Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. Jaka jest geneza tego Tygodnia?

Pomysłodawcą Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan jest Paul Wattson, którego ideę w późniejszym okresie przejął i rozszerzył francuski ksiądz Paul Couturier (1881-1953). Paul Wattson został ochrzczony w Kościele episkopalnym i w tym Kościele został również ordynowany na duchownego. Do działalności na rzecz jedności chrześcijan zainspirował go brak sukcesów misyjnych, których powód widział w podziałach wśród chrześcijan. W 1908 Wattson wystąpił z inicjatywą oktawy modlitw o zjednoczenie chrześcijan pomiędzy 18 i 25 stycznia. 30 października 1909 roku Wattson dokonał konwersji do Kościoła rzymskokatolickiego. Jeszcze w tym samym roku papież Pius X pobłogosławił inicjatywę Oktawy modlitw o Jedność. W 1909 r. Benedykt XV rozszerzył oktawę na cały Kościół katolicki. W Oktawie uczestniczyli jednak sami tylko katolicy. W tamtym czasie nie mogli oni brać udziału w spotkaniach, podczas których podejmowano sprawy wiary. Jeszcze w 1948 r. Kongregacja Świętego Oficjum przypomniała zakaz udziału katolików, tak świeckich, jak i duchownych w spotkaniach ekumenicznych: „Bez uprzedniej zgody Stolicy Świętej katolicy, tak świeccy, jak duchowni, żadną miarą nie mogą w nich uczestniczyć” (Monit Cum compertum)  Ponowiono również zakaz wszelkiego współuczestnictwa w sprawach świętych. Kolejna instrukcja z tego samego roku Ecclesia catholica stwierdza, że nie zabrania się w sposób absolutny zebrań mieszanych, byle ich nie urządzać bez zgody kompetentnego autorytetu kościelnego. Instrukcja nie odrzuca wspólnego odmawiania Modlitwy Pańskiej na tych zebraniach. Kościół katolicki wszedł na drogę ekumenizmu dopiero dzięki Dekretowi o ekumenizmie, według którego nawrócenie serca i świętość życia łącznie z publicznymi i prywatnymi modlitwami o jedność chrześcijan należy uznać za duszę całego ruchu ekumenicznego. Pomimo zagrożenia, jakie niesie ekumenizm w postaci irenizmu, Dekret stwierdza, że: „brak jedności jawnie sprzeciwia się woli Chrystusa, jest zgorszeniem dla świata, a przy tym szkodzi najświętszej sprawie przepowiadania Ewangelii”. Warto o tym przypomnieć tym środowiskom katolickim, które ze swojego antyekumenizmu czynią powód do chluby. Nie potrzeba odwoływać się do Dekretu o ekumenizmie, wystarczą same historyczne fakty, że katolicy nie są bez winy, gdy chodzi o podziały. Skoro nie są bez winy, to winą byłoby także wszelkie blokowanie ekumenizmu. Dekret przypomina również, że tych, którzy obecnie rodzą się w odłączonych Społecznościach, nie można obwiniać o grzech odłączenia i dlatego w konsekwencji nie powinno przyklejać się im etykietek heretyka czy schizmatyka. Ponieważ mają oni ważny chrzest, dlatego pozostają w niedoskonałej wspólnocie z Kościołem katolickim.

2. Czy zakończony Tydzień miał swoją specyfikę? 

Materiały na tegoroczny Tydzień ekumeniczny zostały przygotowane przez niemieckich chrześcijan i dlatego dochodzi w nich do głosu 500 lecie Reformacji. Po raz pierwszy w historii okrągła rocznica reformacji będzie obchodzona ekumenicznie, w przeciwieństwie do poprzednich rocznic, które wzmagały polemiki pomiędzy ewangelikami a katolikami. W te ekumeniczne obchody włączył się już papież Franciszek poprzez swoją podróż do Lund, gdzie m.in. powiedział: „Nie możemy pogodzić się z podziałem i dystansem, jaki rozdzielenie wytworzyło między nami”. Ekumeniczne obchody 500 lecia Reformacji są możliwe dzięki temu, że chrześcijanie odeszli od konfliktu, a zbliżają się do wspólnoty. Potrafią dzisiaj różnić się w zgodzie, co należy uznać za osiągnięcie ekumenizmu.

3. Czy Kościół ma monopol na prawdę?

Słowo monopol oznacza wyłączne prawo do produkcji albo handlu w jakiejś dziedzinie. Połączone z prawdą sugeruje, że prawdę można produkować. Kościół nie może jednak produkować prawdy. Prawda bowiem to nie tyle coś, ale to przede wszystkim Ktoś, czyli Jezus Chrystus – Wcielony Bóg. Prawda jest więc zdecydowanie Kimś więcej niż podaniem faktów. Jest ona uosobiona w Jezusie Chrystusie. On jest Prawdą (J 14, 6). Dlatego to Prawda ma monopol na Kościół, a Kościół jest jej sługą. Ponieważ tą prawdą jest Wcielony Bóg, dlatego można odnieść do Niej słowa psalmu: „Szukajcie zawsze Jego oblicza”. To szukanie Prawdy nie skończy się także w wieczności, bo Prawda jest nieskończonym Bogiem. Dlatego na Soborach nie dekretuje się prawdy większością głosów, lecz szuka się jej aż do osiągnięcia jednomyślności. W czasie ostatniego Soboru było to widoczne np. w głosowaniach nad konstytucją Lumen gentium. Dnia 4 listopada 1964 r. poddano projekt konstytucji pod głosowanie. 1912 biskupów było za przyjęciem projektu, a 81 – przeciw. W każdym parlamencie uznano by taki wynik głosowania za satysfakcjonujący. Jednak na Soborze była to za mała liczba głosów, bo Sobór nie produkuje prawdy, lecz jej szuka. Dlatego na życzenie papieża Pawła VI dołączono do projektu konstytucji tzw. Nota praevia (Notę przewodnią), aby rozwiać wątpliwości pewnej liczby biskupów i osiągnąć w ten sposób większą jedność przy ostatecznym głosowaniu nad zatwierdzeniem tekstu Lumen gentium. W ostatecznym głosowaniu 2151 biskupów głosowało za, a tylko 5 – przeciw. Analogiczne szukanie prawdy musi mieć miejsce w ekumenizmie. Prawdy nie mogą zadekretować zwierzchnicy Kościołów ani nawet jakiś panchrześcijański sobór. Prawdy trzeba wytrwale szukać, bo jest Nią nieskończony Bóg.

4. Są w naszym Kościele księża, którzy głoszą hasła, że uczestnictwo w nabożeństwie np. w Świdnickim Kościele Pokoju jest czymś niewłaściwym. Czy takie jest nauczanie naszego Kościoła?

Katechizm Kościoła Katolickiego dla młodych naucza, że „Nabożeństwa ekumeniczne, podczas których chrześcijanie różnych wyznań modlą się razem, są dobre i są pragnieniem także Kościoła katolickiego”. Przed II Soborem Watykańskim jako niedozwolony uznawano każdy przypadek uczestnictwa katolika w nabożeństwach niekatolickich, chociaż tolerowano jego bierną obecność na pogrzebach czy ślubach. Dzisiaj Dyrektorium ekumeniczne zatwierdzone w 1993 r. przez papieża Jana Pawła II naucza, że: „Mimo poważnych różnic uniemożliwiających pełną komunię eklezjalną, jasne jest, że ci wszyscy, którzy zostali przez chrzest wcieleni w Chrystusa, mają udział w wielu elementach życia chrześcijańskiego. Istnieje więc między chrześcijanami pewna rzeczywista komunia, która – jeśli nawet jest niedoskonała – może być wyrażona na różne sposoby, łącznie z udziałem w modlitwie i kulcie liturgicznym”. Katolicy  mogą więc uczestniczyć – zwłaszcza w Tygodniu ekumenicznym, bez zaniedbania Eucharystii we własnej parafii – w modlitwie i kulcie liturgicznym np. w Świdnickim Kościele Pokoju, choć brak pełnej komunii eklezjalnej uniemożliwia przyjmowanie Komunii św. W wyjątkowych przypadkach, gdy katolik nie jest w stanie dotrzeć do szafarza katolickiego, może otrzymać sakramenty pokuty, Eucharystii i namaszczenia chorych od szafarza z któregokolwiek Kościoła wschodniego. Encyklika Jana Pawła II Ecclesia de Eucharistia naucza jednak, że „wierny katolik nie będzie mógł przyjąć Komunii św. we wspólnocie, w której brak ważnego sakramentu święceń”.

5. Dialog ekumeniczny to spotkania. W jaki sposób powinni zwracać się katolicy do duchownych innych wyznań?

W Polsce do duchownych stosuje się zwrot grzecznościowy ksiądz. W przeszłości stosowano go do tych, którzy przez tzw. tonzurę stawali się już duchownymi. Ten grzecznościowy zwrot ksiądz należy stosować również do duchownych niekatolickich. Tytułem grzecznościowym dla duchownego jest w języku łacińskim dominus, a w języku niemieckim – Herr. Obydwa zwroty grzecznościowe znaczą pan. Zwrot grzecznościowy dominus znajduje się nawet w formule oznajmiającej wybór kardynała na papieża. Po zwrocie grzecznościowym ksiądz można również w przypadku duchownego niekatolickiego użyć nazwy pełnionego urzędu. Jeżeli duchowny ewangelicki pełni w swoim Kościele urząd biskupa, to wypada zwrócić się do niego przez Ksiądz Biskup. Zwrot grzecznościowy ksiądz nie powinien być utożsamiany ze stopniem święceń, jakim jest prezbiterat, tak jak zwrot ekscelencja ze stopniem święceń, jakim jest episkopat. Zwrot grzecznościowy ekscelencja stosowany jest również w dyplomacji i za pomocą tego zwrotu papież Paweł VI zwracał się do Edwarda Gierka w czasie spotkania w Watykanie. Zwrot grzecznościowy nie pokrywa się więc z porządkiem święceń. Niektórzy – dość ostentacyjnie – zwracają się do duchownych niekatolickich przez pan. W ten sposób chcą uświadomić niekatolickiemu duchownemu, że nie jest prezbiterem w znaczeniu katolickim. Wzajemne relacje duchownych katolickich i niekatolickich powinny być naznaczone wzajemnym szacunkiem, co wyraża zwrot grzecznościowy ksiądz,  a nie chęcią podkreślania różnic dogmatycznych. Zresztą brak święceń u ewangelików jest problemem dla teologów. Trzeba na ten problem spojrzeć w duchu teologii przedreformacyjnej. Dla tej teologii istniały tylko dwa stopnie święceń: diakonat i prezbiterat. Tak np. naucza synod w Benevento z 1091 powołując się przy tym na Apostołów: „Sacros autem ordines dicimus diaconatum ac presbyteratum”. Jeszcze przed II Soborem Watykańskim twierdzenie, że święcenia prezbiteratu są sakramentem, opatrywano kwalifikacją teologiczną De fide (twierdzenie to znajduje się w depozycie objawienia i powinno być przyjęte aktem wiary), a twierdzenie, że święcenia biskupie są sakramentem, kwalifikowano jako Sententia certa (zdanie teologicznie pewne). Dlatego też znane są przed Soborem Trydenckim – który dopiero zadekretował, że biskupi „wyżsi są od prezbiterów” – dyspensy papieskie pozwalające prezbiterom święcić prezbiterów i diakonów. Przykładowo, Bonifacy IX daje władzę opatowi kanoników regularnych w diecezji londyńskiej, by mógł święcić swoich zakonników na prezbiterów. Reformatorzy czuli się więc uprawnieni do przeprowadzania ordynacji przez prezbiterów, ponieważ, opierając się na Sentencjach Piotra Lombarda, stwierdzili, że prawo kościelne znało tylko dwa sakramentalne stopnie pośród wyższych święceń, a mianowicie diakonat i prezbiterat, a święcenia biskupie – według szeroko rozpowszechnionego w średniowieczu rozumienia – nie posiadały sakramentalnego charakteru. Reformatorzy powoływali się wyraźnie na św. Hieronima, przekonanego, że według Nowego Testamentu urząd prezbitera i urząd biskupa oznaczały to samo. Współcześnie nie należałoby więc wymagać od duchownych ewangelickich więcej, niż tego, co nauczała przedreformacyjna teologia. W świetle tej teologii ich święcenia można uznać za ważne.

6. Czy można powiedzieć, że kluczem do ekumenizmu jest prawda?

Kluczem do ekumenizmu jest prawda, która powinna być czyniona w miłości (por. Ef 4, 15). Czynienie prawdy bez miłości zapala stosy i rozpala spory. Jeżeli strona katolicka rozpali spór np. spór o ważność protestanckich ordynacji, to z drugiej strony usłyszy ona, że w Biblii jedynym kapłanem nazwany jest Chrystus, a wszyscy Jego wyznawcy – kapłanami. Nigdzie zaś w Biblii nie są nazwani kapłanami ci, których katolicy dzisiaj nazywają kapłanami – biskupi (stróż, dozorca) i prezbiterzy (starsi). Z trzeciej strony usłyszy się, że katolicy w ogóle nie mają ważnych święceń, bo nie mają ważnego chrztu. Używane w Nowym Testamencie na oznaczenie chrztu greckie słowo βάπτισμα (to baptisma) oznacza zanurzenie. Skoro więc dzisiaj chrzest w Kościele katolickim nie jest udzielany przez zanurzenie w wodzie, tylko przez polanie wodą, to jest nieważny, bo brakuje mu jednego z istotnych elementów, jakim jest zanurzenie. Z czwartej strony z tych polemik ucieszą się zwolennicy nowego ateizmu, dla których chrześcijaństwo powinno podzielić los dinozaurów, bo jego wyznawcy toczą między sobą kłótnie prowadzące do krwawych wojen, np. wojna trzydziestoletnia. Zamiast rozpalać dawne spory – których iskrą jest zwracanie się do duchownych niekatolickich za pomocą zwrotu pan, aby im wypominać, że nie mają święceń w katolickim rozumieniu – lepiej jest czynić prawdę w miłości, czyli szukać konsensu w wierze. Według Josepha Ratzingera, aby osiągnąć konsens w wierze nie wystarczy samo Pismo Święte, a nawet wspólny symbol wiary, lecz trzeba skupić ekumeniczne wysiłki na odkryciu autorytetu liturgii i episkopatu. Uznanie zatem autorytetu całego czworoboku może zaowocować konsensem. Czworobok Pisma Świętego, symbolu wiary, liturgii i episkopatu jest dla Ratzingera hermeneutyką jedności. W oparciu o ten czworobok można esencjalizować wiarę, to znaczy rozpoznawać jej rzeczywiście istotne momenty, które nie są naszym dziełem, lecz czymś, co otrzymaliśmy od Pana. Takie esencjalizowanie wiary nie może jednak prowadzić do obojętności wobec prawdy i jej słownych sformułowań, bo: „Jedność formalna, bez wyraźnych treści, nie jest w gruncie rzeczy jednością”. Warto w tym kontekście zwrócić uwagę na postulat odkrycia autorytetu liturgii. Benedykt XVI przywracając dawną liturgię jako ryt nadzwyczajny nie chciał zawrócić Kościoła z drogi ekumenizmu. A tak to chyba odczytali niektórzy miłośnicy dawnej liturgii. W ewangelickim kościele św. Krzysztofa we Wrocławiu raz w miesiącu sprawowana jest staroluterańska liturgia. Porównując obie stare liturgie – katolicką i luterańską – można przekonać się, ile mają one wspólnego. To powinno być bodźcem do pozytywnego, a nie negatywnego, podejścia do ekumenizmu.

7. Czy zdaniem księdza Profesora Archanioł Michał może być wzorem walki o prawdę?

Archaniołowi Michałowi przypisuje się walkę z szatanem, która jest o tyle trudna, bo królestwo szatana nie jest podzielone. Jest więc ono silne jednością, na co pośrednio wskazał Pan Jezus: „Każde królestwo, wewnętrznie skłócone, pustoszeje. I żadne miasto, ani dom, wewnętrznie skłócony, się nie ostoi. Jeśli szatan wyrzuca szatana, to sam ze sobą jest skłócony, jakże się więc ostoi jego królestwo” (Mt 12, 25-26). Szatan ma natomiast ułatwioną walkę z Kościołem, bo chrześcijanie są podzieleni. Archanioł Michał powinien więc zająć się również tymi, którzy tkwią jeszcze w antyekumenicznych okopach i odgrzewają dawne polemiki. Wzorem walki o prawdę mógłby być archanioł Gabriel. Zwiastował on Marii, że w Niej jeden z Trójcy stanie się człowiekiem. Ogłosił więc dwa dogmaty: trynitarny i chrystologiczny, które stoją na szczycie hierarchii dogmatów. Te najważniejsze dogmaty łączą wszystkich chrześcijan i dlatego pomimo tego, że ekumenizm niesie ze sobą niebezpieczeństwo irenizmu, jak i zniechęcenie małą efektywnością, a nawet nowymi różnicami, tym razem w kwestiach moralnych, trzeba wciąż na nowo podejmować Chrystusowe przykazanie: ut unum sint.

 

TYDZIEŃ MODLITW O JEDNOŚĆ CHRZEŚCIJAN, Świdnica 15.01.2017

20170115_180832

20170115_183048

Kazanie wygłoszone w Kościele Pokoju

W roku 500-lecia Reformacji szczególnej aktualności nabierają słowa ks. dr Marcina Lutra: „Jak zyskam sobie łaskawego Boga?” Na tych słowach papież Benedykt XVI oparł swoje przemówienie wygłoszone w Erfurcie podczas spotkania z Radą Kościołów Ewangelickich w Niemczech  w 2011 roku. Według Biskupa Rzymu to pytanie: „Jak zyskam sobie łaskawego Boga?” było siłą napędową całego życia Marcina Lutra. Papież wyznał, że to pytanie Marcina Lutra porusza go osobiście wciąż na nowo. Ale równocześnie Benedykt XVI zapytał, kogo dzisiaj to pytanie jeszcze tak naprawdę obchodzi?

Aby odpowiedzieć na pytanie: „Jak zyskam sobie łaskawego Boga?”, trzeba najpierw szczerze wyznać z Apostołem Pawłem: „nieszczęsny ja człowiek”, bo jestem w niewoli prawa grzechu mieszkającego w moich członkach (Rz 7, 23-24). Z tym uznaniem grzechu, który w nas mieszka, jest dzisiaj problem. Ten problem dość dosadnie przedstawił polski filozof Leszek Kołakowski. Według Kołakowskiego współcześnie dokonuje się wyzwolenie od „śmiesznych chrześcijańskich przesądów”. „Owo wielkie wyzwolenie to,  ściśle rzecz biorąc, wyzwolenie od grzechu […] Jeżeli wyobrażam sobie, że grzeszę, muszę po prostu pójść do psychoanalityka, a on mnie wyleczy z tych urojeń. Jeżeli jestem zdrowy na umyśle, widzę jasno, że to <społeczeństwo>, <system> […] są odpowiedzialne za wszystko i są źródłem wszystkiego, co uważam za złe, czyli to one są niezadowalające. Wyobrażenie, że zło jest we mnie, w tobie, w nim, w niej, jest godne pogardy i infantylne. Pomyślmy jak ludzie poważni: jesteśmy – każdy z nas – ofiarami tego monstrum, tego <społeczeństwa>, i nikt z nas w żaden sposób nie przyczynia się osobiście do tego, co to monstrum wyczynia”. Jeżeli przyjęlibyśmy ten dominujący we współczesnym społeczeństwie trend, według którego grzech nie mieszka w człowieku lecz w społeczeństwie i usprawiedliwiali grzeszność człowieka niedoskonałością systemu prawnego społeczeństwa, to zbyteczny staje się Chrystus, który jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy. Zbyteczne stanie się usprawiedliwienie grzesznika dzięki ofierze Chrystusa. W końcu zbyteczne stanie się chrześcijaństwo. Będzie ono postrzegane najwyżej jako organizacja dobroczynna, instytucja kulturalna, czy quasi partia polityczna, która bezkrytycznie powtarza dominujące poglądy z sondaży opinii publicznej. Takie chrześcijaństwo przestaje być solą ziemi i światłem świata i w konsekwencji skazane jest na wymarcie.

Aby chrześcijaństwo nie podzieliło losu wymarłych dinozaurów, w 500-lecie Reformacji my chrześcijanie, ewangelicy i katolicy, musimy z całą powagą podjąć pytanie ks. dr Marcina Lutra: „Jak zyskam sobie łaskawego Boga?”. Ludzie doby Reformacji po obydwu stronach ówczesnego sporu mogą stanowić dla nas wzór. Oni uznawali się za grzeszników i dlatego potrafili wieść spór o to, jak dokonuje się usprawiedliwienie grzesznika. Oni w przeciwieństwie do nas nie bagatelizowali grzechu i dlatego ważnym było dla nich pytanie:  „Jak zyskam sobie łaskawego Boga?”. Zbyt wielu dawało jednak na to pytanie błędną odpowiedź. Łaskawego Boga szukano w odpustach, co prowadziło do wielu nadużyć. Te nadużycia trafnie określiła katolicka Autorka Christiane Laudage już w samym tytule swojej książki: Das Geschäft mit der Sünder. Książka ta również trafnie ocenia odpusty na bazie doktryny. Odpusty przesunięto z peryferii doktryny do centrum, tak że przesłoniły one naukę Apostoła Pawła o usprawiedliwieniu grzesznika z łaski i dzięki wierze (Rz 3, 24-25).

O tym usprawiedliwieniu grzesznika z łaski i dzięki wierze 500 lat po Reformacji potrafią już wspólnie mówić ewangelicy i katolicy. Za Wspólną Deklaracją o usprawiedliwieniu wyznajemy, że: „Usprawiedliwienie dokonuje się tylko z łaski (WD 15 i 16), tylko przez wiarę, człowiek zostaje usprawiedliwiony niezależnie od uczynków (Rz 3,28; por. WD 25). […] Działanie łaski Bożej nie wyklucza działania człowieka: Bóg sprawia wszystko, chcenie i wykonanie, przeto jesteśmy wezwani do podjęcia trudu”. Na temat tej Wspólnej Deklaracji obecny wśród nas ks. prof. Jarosław Lipniak napisał książkę: Ekumeniczne usprawiedliwienie podzielonych grzeszników. Jesteśmy jeszcze podzielonymi grzesznikami, ale potrafimy już wspólnie Deklaracją o usprawiedliwieniu odpowiadać na pytanie ks. dr Marcina Lutra: „Jak zyskam sobie łaskawego Boga?”. Niech ta wspólna odpowiedź na to pytanie będzie argumentem za odchodzeniem od konfliktu i dochodzeniem do jedności. Niech obchody 500-lecia Reformacji nie tylko w czasie oddalą nas od XVI wiecznego konfliktu lecz również w czasie przybliżą nas do jedności.