INAUGURACJA ROKU AKADEMICKIEGO 2019/2020 W WYŻSZYM SEMINARIUM DUCHOWNYM W LEGNICY 7.10.2019

    Apologetyczne obszary współczesnej teologii

W 1811 roku z połączenia wrocławskiej Akademii Leopoldyńskiej i Uniwersytetu Viadrina z Frankfurtu nad Odrą powstał Universitas litterarum Wratislaviensis. Na nowej uczelni obok prawa, medycyny i filozofii znalazły się dwa wydziały teologiczne: teologii katolickiej oraz teologii ewangelickiej. Gdyby te dwa wydziały teologiczne istniały na Uniwersytecie Wrocławskim dzisiaj, to z pewnością podnosiły by się głosy, że uniwersytet ma dwa wydziały zajmujące się czymś, co nie istnieje – Bogiem. Tak mówiono o Uniwersytecie w Regensburgu, o czym wspomniał papież Benedykt XVI w swoim wykładzie na tymże uniwersytecie 12 września 2006 roku. Owa opinia, że teologia zajmuje się czymś, co nie istnieje, podważa jej naukowy charakter. Teologia zdaje się nie być nauką, bo za naukowy uchodzi tylko taki typ pewności, który wynika ze współgrania elementów matematycznych i empirycznych. W obliczu takiego podważania naukowości teologii nie można jednak schodzić do okopów lub uprawiać negatywny krytycyzm. Trzeba sięgać do jej apologetycznych obszarów. Apologia (gr. ἀπολογία = „obrona”, „mowa obrończa”) kojarzona jest z  gatunkiem literackim będącym tekstem mówionym lub pisanym, poświęconym obronie jakiejś osoby, idei, sprawy lub dzieła, zawierającym jawną lub ukrytą ich pochwałę oraz odparcie zarzutów przeciwników. Apologia zrodziła teologię, która rozwijała się szczególnie wtedy, gdy broniła wiary. Przykładowo Orygenes (184-253)  rozwinął teologię również przez wejście w dyskurs z Celsusem. Kelsos z Aleksandrii (gr. Κέλσος łac. Celsus) jest znany przede wszystkim jako autor zaginionego dzieła Prawdziwe słowo napisanego około roku 178, będącego pierwszym znanym pisemnym wystąpieniem antychrześcijańskim. Celsus zarzucał chrześcijanom naiwność, łatwowierność i rezygnację ze stawiania pytań. Orygenes w dziele Przeciw Celsusowi odpiera te zarzuty. Nie przypadkowo zatem z Orygenesem wiąże się początki teologii naukowej[1].

W niniejszym wystąpieniu nie będzie chodziło jednak o rozpętanie dyskusji o potrzebie apologetyki i jej koncepcji czy o odwrót od teologii fundamentalnej ku totalnej apologetyce. Będzie natomiast chodziło o to, że apologia nie tylko zrodziła teologię lecz również tkwi w samej istocie teologii. Apologia niekoniecznie musi być przedmiotem odrębnej dyscypliny obok teologii lecz apologia przenika istotę samej teologii. W samej teologii tkwią jakby apologetyczne obszary, które bronią nie tylko samej teologii lecz przede wszystkim samego człowieka. Te apologetyczne obszary teologii dostarczają argumentów, aby bronić przede wszystkim człowieka, jego rozumności, moralności, duchowości i nadziei. Ponowoczesności nie brakuje Celsusów. Wciąż aktualne są słowa papieża Piusa XI z encykliki Mit Brennender Sorge  „Tysiące języków głosi wam dzisiaj ewangelię, która nie jest objawiona przez Ojca niebieskiego. Tysiące piór stoi na usługach pozornego chrześcijaństwa, które nie jest chrześcijaństwem Chrystusa. Prasa i radio zasypują was codziennie wytworami o treści wrogiej Kościołowi i wierze, i atakują bezceremonialnie i bez żadnych skrupułów wszystko, co dla was musi być wzniosłe i święte” (45). Te tysiące piór nie zrobią jednak krzywdy Bogu, czy nawet chrześcijaństwu. One zrobią szkodę człowiekowi, nie tylko chrześcijaninowi, lecz każdemu. Uderzają one bowiem w podstawy samego bycia człowiekiem, czyli w rozum, moralność, duchowość i nadzieję. W teologii zawarte są argumenty za obroną człowieka: jego rozumu, moralności, duchowości i nadziei.

1.   Obrona rozumu

W wykładzie wygłoszonym na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu z okazji otrzymania doktoratu honoris causa 27 października 2000 roku kardynał Joseph Ratzinger określił teologię jako nigdy nie ukończoną wędrówkę myślenia ku Chrystusowi[2]. Ta definicja teologii ma swoje korzenie w Ewangelii według św. Jana.  „Modyfikując pierwszy wers księgi Rodzaju, Jan rozpoczął prolog Ewangelii tymi słowami: „Na początku był  λόγoς”. […] Logos oznacza zarówno rozum, jak i słowo — rozum, który jest twórczy i zdolny do samo-komunikowania, właśnie jako rozum”[3]. Chrześcijaństwo jako religia Logosu domaga się rozumu i dlatego stworzyło teologię. To właśnie ona wyzwala rozum z ograniczeń do tego, co empirycznie sprawdzalne i równocześnie otwiera go na szerokie horyzonty. Te szerokie horyzonty rozumu  ukazuje Apostoł Paweł w Liście do Rzymian. To dzięki rozumowi niewidzialny Bóg staje się niejako widzialny dla człowieka przez swoje dzieła: „Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła” (1, 20). Nie przypadkowo jednak w tym samym Liście do Rzymian Apostoł wskazał na to, że wśród  pogan, którzy nie poznali niewidzialnych przymiotów Boga stających się widzialnymi dla umysłu człowieka przez Boże dzieła (1, 20) szerzy się bezrozumność (1, 31). Natomiast według 2 Listu do Tymoteusza  „w dniach ostatnich” ludzie będą nie tylko miłowali bardziej rozkosz niż Boga (3, 4) lecz równocześnie będą przeciwstawiali się prawdzie mając wypaczony umysł i odznaczając się bezmyślnością (3, 8-9).

W kontekście współczesnego potopu bezrozumności i bezmyślności teologia broni rozumu poszerzając jego horyzonty. Dlatego też według Benedykta XVI teologia słusznie należy do uniwersytetu i do szeroko zakrojonego dialogu nauk, nie tylko jako dyscyplina historyczna i jedna z nauk humanistycznych, ale dokładnie jako teologia, jako dociekanie racjonalności wiary[4].

2.   Obrona wartości moralnych

Dawny ateizm głosił słowami Fryderyka Nietschego, że Bóg umarł. Dzisiejszy ateizm głosi również słowami Fryderyka Nietschego, że po nieboszczyku Bogu trzeba posprzątać. Nieboszczyk Bóg pozostawił bowiem po sobie bałagan w postaci moralności i z tą moralnością trzeba zrobić porządek. Robienie porządku z moralnością, która pozostała po śmierci Boga, polega np. na zastępowaniu kultury życia, która wynika z przykazania Nie zabijaj, kulturą śmierci. Małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety próbuje się zastąpić związkami tej samej płci. Prawdę zastępuje się relatywizmem, w wyniku czego wszystko ma tę samą wartość: nie ma różnicy pomiędzy dobrem i złem, prawdą i fałszem, pięknem i brzydotą, a ofiara liczy się mniej od kata. Nie ma już zatem żadnych reguł, żadnego szacunku, żadnych autorytetów, wszystko wolno. Im coś bardziej jest sprzeczne z Prawem Bożym, tym uchodzi za lepsze i nowocześniejsze. Robienie porządku z moralnością, która pozostała po śmierci Boga, sprawia, że współczesny świat stoi nad przepaścią katastrofy w sferze moralnej. Niemiecki pisarz Rainhold Schneider (1903-1958) twierdził, że wszelkie katastrofy w dziejach ludzkości zdarzały się najpierw w  sferze moralnej a następnie przejawiały się w wojnach.  Benedykt XVI w encyklice Caritas in veritate pokazuje, że katastrofa w sferze moralnej może pociągnąć za sobą kryzys ekonomiczny. Według papieża u podstaw kryzysu ekonomicznego stoi hedonizm i konsumpcjonizm.

Teologia dokonując refleksji nad moralnym przesłaniem Bożego objawienia broni ładu moralnego, bez którego ludzkość dryfuje ku katastrofie. Wciąż aktualną inspiracją dla teologii moralnej jest 46 Międzynarodowy Kongres Eucharystyczny we Wrocławiu,  którego temat z inicjatywy Jana Pawła II brzmiał: Eucharystia i wolność, a mottem były słowa św. Pawła: Ku wolności wyswobodził nas Chrystus (Ga 5,1). Kongresową refleksję teologiczną nad związkiem Eucharystii z wolnością można by podsumować słowami Schneidera: „Chrystus nie jest porządkowym świata. On jest naszą wolnością”.

3. Obrona rozwoju duchowego człowieka

Człowiek jest jednością cielesną i duchową i dlatego oprócz wzrostu materialnego potrzebuje również wzrostu duchowego. Tymczasem „Jednym z aspektów współczesnego ducha technicystycznego jest skłonność do rozpatrywania problemów i napięć związanych z życiem wewnętrznym jedynie z punktu widzenia psychologicznego, aż po redukcjonizm neurologiczny”. Taka redukcja życia duchowego człowieka jest niebezpieczna dla rozwoju człowieka. Człowiek rozwija się bowiem, gdy wzrasta duchowo, czyli „gdy jego dusza poznaje samą siebie oraz prawdę, której zarodek Bóg w niej umieścił, gdy prowadzi dialog z samym sobą oraz ze swym Stwórcą. Pozostając z dala od Boga, człowiek jest niespokojny i chory. Wyobcowanie społeczne i psychologiczne oraz tak liczne nerwice występujące w bogatych społeczeństwach mają również przyczyny natury duchowej. […] Nowe formy zniewolenia przez narkotyki i rozpacz, w jaką popada tak wiele osób, znajdują wyjaśnienie nie tylko socjologiczne i psychologiczne, ale zasadniczo duchowe. Pustka, w jakiej dusza czuje się pozostawiona, mimo licznych terapii dla ciała i dla psychiki, przynosi cierpienie” (Caritas in Veritate, 76). A zatem trudno mówić o rozwoju człowieka bez jego duchowego wzrostu. W służbie tego duchowego wzrostu człowieka stoi teologia.

4. Obrona nadziei

Do obrony nadziei wzywa wprost Apostoł Piotr w swoim Pierwszym Liście: „bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest” (1 P 3, 15). Przedmiotem tej nadziei jest życie, które co prawda się zmienia, ale się nie kończy. Ta nadzieja ma dzisiaj jakby konkurencję w transhumanizmie, który zapowiada uwolnienia człowieka od cierpienia i śmierci. „Transhumanizm stawia sobie trzy cele: naprawa człowieka […] zwiększenie jego wydolności fizyczno-psychiczno-intelektualnej i wreszcie transformacja jego natury. Chodzi o to, aby człowiek przekraczał własne ograniczenia. Inaczej mówiąc, ma się stać <ulepszaczem> samego siebie […] Radykalni ideolodzy transhumanizmu nie kryją, że pragną stać się panami życia i śmierci[5]. Władzę nad życiem i śmiercią zapewni człowiekowi możliwość wymieniania istotnych dla życia i zdrowia organów. W konsekwencji człowiek będzie umierał jedynie wskutek wypadku lub samobójstwa.

        Teologia przestrzega przed nadzieją, która wyrasta z czysto-ludzkiej auto-soteriologii. Romano Guardini, związany z wydziałem teologii katolickiej Uniwersytetu Wrocławskiego, wykazywał, że taka czysto-ludzka auto-soteriologia nie jest w stanie wybawić człowieka od tego, co ludzki świat czyni nie-ludzkim. Auto-soteriologia może jedynie kształtować w człowieku nieludzką obietnicę nadziei na granicy półprawdy i mrzonki. To bowiem co skończone jest samo z siebie bez szans na nieskończoność. Teologia ukazuje nadzieję na nieskończoność człowieka dzięki Nieskończonemu Bogu, a nie skończonemu człowiekowi.

4.   Obrona całego człowieka

Teologia umożliwia zrozumienie rzeczywistości, w której tkwi człowiek, w perspektywie misterium Trójcy Świętej. Co prawda misterium Trójcy Świętej jest nie do ogarnięcia przez ludzki rozum, ale jednak pozwala ono zrozumieć rzeczywistość człowieka. Człowiek został bowiem stworzony na obraz Trójcy Świętej, a zatem na obraz trynitarnych relacji. Dlatego też człowiek żyje w relacjach do Boga, do drugiego człowieka oraz do innych stworzeń. Na znaczenie trynitarnych relacji dla zrozumienia człowieka zwraca uwagę dokument Międzynarodowej Komisji Teologicznej: Bóg, Trójca, jedność ludzi. Według tego dokumentu w społeczeństwach laickich bycie chrześcijaninem postrzegane jest jako zagrożenie dla społecznego pokoju i swobodnej wymiany kulturowej. Chrześcijaństwo jest bowiem zasiewem przemocy, ponieważ głosi archaiczny monoteizm, który ze swej natury jest despotyczny, a zatem nietolerancyjny. W konsekwencji wierzący chrześcijanin musi zrezygnować z wolności myślenia i dlatego jego tożsamością staje się fanatyzm.

Broniąc chrześcijaństwa przed zarzutem zasiewu przemocy dokument MKT odwołuje się do trynitarnego bytu Boga. Bóg będący komunią Boskich Osób jest wzorem budowania komunii osób w społeczeństwie. Relacyjny Bóg jest wzorem dla ludzkich relacji, a jako zbawczy Bóg uzdrawia te relacje. Wiara w relacyjnego Boga i zarazem Boga uzdrawiającego relacje wyklucza przemoc. Pokazuje to Chrystus, który wydaje samego siebie, a nie swoich uczniów. Tym samym Chrystus odrzuca prastary mechanizm odwetu w imię Boga. Relacje między ludźmi na przestrzeni dziejów mogą tylko skorzystać na odniesieniu do trynitarnego wzorca relacji.

Podsumowanie

Chociaż teologia uchodzi za zdetronizowaną królową nauk, to jednak pozateologiczne nauki dochodzą do problemów, które może rozwiązać tylko ona. Wskazał na to Benedykt XVI w wykładzie w Regensburgu. „ Nowożytny rozum naukowy, typowy dla nauk przyrodniczych […] nosi w sobie […] pytanie, które przerasta jego samego i jego możliwości metodologiczne. On sam musi po prostu przyjąć, że materia ma strukturę racjonalną […]. Ale pytanie o przyczyny tego faktu istnieje i nauki przyrodnicze muszą je powierzyć filozofii i teologii, a więc refleksji prowadzonej na innych płaszczyznach i innymi sposobami”. Papież przekonuje więc, że „teologia nie da się zepchnąć ani do laboratorium, ani do zakrystii, lecz mówi człowiekowi to, czego nie powie mu żadna inna nauka: prawdę o własnej (człowieka) podstawie, czyli o <skąd> oraz o <dokąd> jego bytu. […] Właśnie dlatego teologia […] mierzy się w każdym czasie z największymi pytaniami człowieka i nauki”[6]. Odpowiedzi na te największe pytania wydobywa teologia ze swojego apologetycznego obszaru. Ten apologetyczny obszar teologii dostarcza argumentów za obroną człowieka: jego rozumu, moralności, duchowości i nadziei.

 Zadanie zmierzenia się z największymi pytaniami człowieka i nauki wymaga odwagi i to, co najmniej podwójnej odwagi. Odwagi domaga się już samo podjęcie studiów teologicznych w czasach radykalnie niesprzyjających teologii. Ale i sama teologia domaga się odwagi myślenia, aby zmierzyć się z największymi pytaniami człowieka i nauki. Ta odwaga myślenia związana jest z wolnością akademicką, która dla tzw Obywateli Nauki jest w teologii niemożliwa. Obywatele Nauki postulują wyłączyć teologię z dyscyplin naukowych, ponieważ podlegając nadzorowi władz kościelnych, nie spełnia ona warunku wolności badań naukowych. Teologia jest jednak zabezpieczona przed naciskami ideologicznymi, których doświadczają dzisiaj pracownicy naukowi państwowych uczelni. Zabrania się im wprost krytycznie analizować taką czy inną ideologię. Owszem, i na gruncie teologii zdarzało się i może się zdarzyć, że szeroki umysł wyląduje w wąskiej celi – dzisiaj niewidzialnej celi. Przykładem może być bł. Antonio Rosmini (1797-1855) – teolog potępiony oficjalnym dekretem Świętego Oficjum, którego tezy zostały uznane za heretyckie i szkodliwe, a książki umieszczone na indeksie tytułów zakazanych, 120 lat później zostaje zrehabilitowany, a nawet ogłoszony błogosławionym przez Benedykta XVI. Bł. Antonio Rosmini pokazuje jednak, że teologia domaga się odwagi w myśleniu, tym bardziej, że jak słyszeliśmy we wczorajszym czytaniu z 2 Listu do Tymoteusza: „nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia”. Niech w nowym roku akademickim udziela nam Bóg ducha mocy i miłości, i trzeźwego myślenia, abyśmy odkrywając apologetyczne obszary teologii bronili człowieka: jego rozumu, moralności, duchowości i nadziei.


[1] M. Fiedrowicz, Teologia ojców Kościoła, Kraków 2009, 41.

[2] J. Ratzinger, Wiara i teologia, w: Jego Ekscelencja Biskup Świdnicki Ignacy Dec, Jego Eminencja Kardynał Joseph Ratzinger – Jego Świątobliwość papież Benedykt XVI doktor <honoris causa> Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu, Świdnica 2005, 73.

[3] Benedykt XVI, Przemówienie na uniwersytecie w Ratyzbonie 12 września 2006 roku, w: T. Rowland, Wiara Ratzingera teologia Benedykta XVI, Kraków 2010, 270.

[4] Tamże, 277.

[5] M. Falenczyk, Transhumanizm czy humanizm. Krytyczne spojrzenie na nową ideologię, Studia Teologiczno-Historyczne Śląska Opolskiego 38 (2018) nr 1, 246.

[6] J. Szymik, Theologia Benedicta I, Katowice 2010, 31.

KONFERENCJA NAUKOWA Filozofia i teologia wobec współczesnych ideologii

Wtorek, 24 września

Joachim Piecuch (UO), Utopia – ideologia – totalitaryzmu

Stanisław Kijaczko (UO), Liberalizm – ideologia czy wyznanie wiary?

Leon Miodoński (UWr), Ideologia w epoce „cynicznego rozumu”, czyli cynizm ideologii

Wojciech Grygiel (UPJPII), Kiedy nauka staje się ideologią? Analiza filozoficzna

Łukasz Nysler (EWST), Religia a ideologia w myśli Paula Tillicha

Paweł Beyga (PWT), Relatywizm jako współczesna ideologia w myśli Josepha Ratzingera/Benedykta XVI

środa, 25 września

Ilona Błocian (UWr), Ch. Tylor i imaginaria społeczne

Janusz Królikowski (UPJPII), Wiara i nowożytność. Doświadczenie żydowskie

Andrzej Glombica (PWT), Ideologia „Zielonego Nowego Ładu“

Piotr Lorek (EWST), (Bez)istotowość jednostki ludzkiej. Antropologiczna ocena łączenia buddyzmu zen i chrześcijaństwa

Agnieszka Łoza (PWT), Ideologizacja nauki w nowym ateizmie

Jarosław Lipniak (PWT), Czy holokaust można uznać za ideologię?

Czwartek, 26 września

Leszek Kleszcz (UWr), Ideologia konsumpcjonizmu

Joanna Giel (UWr), Estetyka formy dla sztuki wolnej od ideologii – casus muzyki

Karol Morawski (AK), „Bezsilny” Bóg? O teologii politycznej w czasach liberalnej demokracji

Krzysztof Wolnica (WSTJŁ), Ideologia sukcesu a chrześcijańska koncepcja zbawienia

Bogdan Ferdek (PWT), Ponowoczesność jako ideologia

Jan Krasicki (UWr), „Czysta filozofia” i „brudna sprawa”:  casus Martin Heidegger

 

Ponowoczesność jako ideologia

Jednoznaczne zdefiniowanie pojęcia „ponowoczesność” nastręcza wielu trudności, ponieważ pojęcie to wiąże się zarówno z mnogością nazwisk myślicieli, których poglądy określane są mianem „ponowoczesnych”, jak również z różnorodnością dyscyplin, których zjawisko „ponowoczesności” ma dotyczyć. Sprawia to, że pojęcie „ponowoczesność” staje się tak szerokie, że trudno je precyzyjnie zdefiniować. Według Chantal Delsol „ponowoczesność jest przedłużeniem nowoczesności, a zarazem jej zaprzeczeniem”. Chce bowiem dokonać całkowitej przemiany człowieka i świata niszcząc formy w jakich ludzkość i świat istniały od zawsze. „W istocie chodzi o to, by człowiek sam tworzył wszystko, co jest ważne, wszystko, co go dotyczy. Nie ma już niczego, co byłoby dane; wszystko jest konstruowane. Nie ma niczego, co by nas poprzedzało: wszystko jest naszym dziełem”. Tak rozumiana ponowoczesność ma swoje dogmaty w sensie przedchrześcijańskim. W starożytnej, przedchrześcijańskiej Grecji słowem „dogmat” określano prawną decyzję senatu, czy też jakieś twierdzenie szkoły filozoficznej, a także etyczne zasady działania człowieka. Słowo „dogmat” zawierało więc w sobie wymiary autorytatywny i zobowiązujący. Termin „dogmat” nie został więc stworzony przez chrześcijan, lecz funkcjonował w życiu publicznym a z czasem został przez nich przejęty. Dogmat w przedchrześcijańskim znaczeniu funkcjonuje w ponowoczesności. Zdaniem angielskiego pisarza Gilberta Keitha Chestertona (1874-1936) „istnieją tylko dwa rodzaje ludzi: ci, którzy przyjmują dogmaty i wiedzą o tym, oraz ci, którzy je przyjmują, ale o tym nie wiedzą”. Ponowoczesny człowiek jest tym, który zwalcza chrześcijańskie dogmaty i na ich miejscu stawia ponowoczesne dogmaty, choć o tym nie wie. Te ponowoczesne dogmaty traktuje on nie mniej poważnie niż chrześcijanie traktują swoje dogmaty. Dla chrześcijan odrzucenie dogmatu oznacza herezję, a dla ponowoczesnego człowieka zaprzeczanie jakiegoś ponowoczesnego dogmatu jest orwelowską myślozbrodnią. Myślozbrodnia jest przestępstwem karanym w Oceanii, czyli fikcyjnym państwie stworzonym przez George’a Orwella w powieści Rok 1984. Myślozbrodnia pochodzi z nowomowy i oznacza przestępstwo polegające na myśleniu przeciwko Partii oraz Wielkiemu Bratu. Myślozbrodnię wykrywa Policja Myśli, która pełni rolę tajnej policji, łapiącej ludzi nie mających takich poglądów, jakie odpowiadają Partii. Człowiek, który został ogłoszony przez Policję Myśli myślozbrodniarzem, zostaje poddany ewaporacji, tzn. wymazuje się jego wszystkie dane zacierając po nim wszelki ślad. Czy ponowoczesność ze swoimi dogmatami może stać się ideologią? Czytaj dalej KONFERENCJA NAUKOWA Filozofia i teologia wobec współczesnych ideologii

DOLNOŚLĄSKI FESTIWAL NAUKI 2019, Czy istnieje chrześcijański Halloween?

Czy istnieje chrześcijański Halloween?

31 października przedszkola i szkoły zamieniają się z miejsc przyjemnych i kolorowych na miejsca rodem z horrorów. Rządzi nimi zasada: „im straszniej tym lepiej”. Wszystko to dzieje się za sprawą Halloweenu, którego symbolem jest  wydrążona w środku dynia z powycinanymi otworami przypominającymi oczy, nos i wyszczerbioną szczękę, z zapaloną w środku świeczką. Dzisiaj Halloween to specyficzne amerykańskie święto, które – choć nie jest świętem urzędowym – cieszy się po Bożym Narodzeniu największą popularnością. Dzieci przebierają się za potwory, wampiry czy kościotrupy i chodzą wieczorem po udekorowanych specjalnie na tę okazję domach, prosząc o cukierki. Ze Stanów Zjednoczonych Halloween dociera do Europy.

Korzenie Halloweenu sięgają pogańskiego, celtyckiego święta Samain (Samhain), które przypadało na 1 listopada. Łączono z tym świętem koniec roku i cześć dla zmarłych.  Celtowie wierzyli, że w święto Samain złe duchy przedostają się do świata żywych. Wywoływało to strach, w związku z którym podejmowano próby odstraszania złych duchów. W tym celu wystawiano dla nich żywność lub też przebierano się za złe duchy, aby nie zostać rozpoznanym. Symbolem święta Samain stały się dynie ponacinane na podobieństwo demonów, które miały odstraszać złe duchy. Zwyczaje Celtów można porównać z obchodzonymi we wschodniej części Europy dziadami, którym Adama Mickiewicz poświęcił III część swojego najważniejszego dramatu. W zwyczajach Celtów dochodzi do głosu przekonanie, że jest jakiś inny świat, w którym są nie tylko zmarli, ale także złe duchy przenikające do ziemskiego świata.  Religia Celtów w sposób bardzo niedoskonały wyrażała myśl, że śmierć nie jest końcem ludzkiej przygody lecz nowym początkiem. Czytaj dalej DOLNOŚLĄSKI FESTIWAL NAUKI 2019, Czy istnieje chrześcijański Halloween?