„Wielki znak ukazał się na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami” (Ap 12, 1)
Przewodnikiem po dzisiejszej uroczystości Wniebowzięcia jest święty Jan, Apostoł i Ewangelista. To on, na wyspie Patmos, definiuje prawdę o Wniebowzięciu Maryi językiem piękna: „Niewiasta obleczona w słońce, księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu”. Zanim Kościół sformułuje dogmat w kategoriach teologicznych, Apokalipsa św. Jana opowie go w kategoriach piękna. Słysząc o księżycu, myślimy o Madonnie ze Śmiałowic. Ona także — jak Niewiasta z Apokalipsy — stoi na sierpie księżyca. I właśnie ze względu na swoje piękno została wybrana, by stanąć w pawilonie Czterech Kopuł we Wrocławiu, na wystawie „Stulecie”. Piękno figury zaprowadziło ją tam, gdzie zwykle stoją arcydzieła sztuki. To nie przypadek — to sygnał, że o Maryi nie da się mówić bez języka piękna.
Święty Tomasz z Akwinu podaje klasyczną definicję piękna: piękne jest to, co się podoba, gdy jest oglądane. A podoba się to, co ma pełnię, integralność, harmonię. To zaś, co ma braki, jest przez to samo brzydkie. Księżyc w symbolice biblijnej jest akurat znakiem tego, co niepełne. Świeci światłem „pożyczonym” od słońca, a nie własnym. Co miesiąc ubywa, znika i rodzi się na nowo. Księżyc jest ikoną wszystkiego, co przemija — także naszego ciała, które starzeje się, słabnie i w końcu umiera. Kiedy więc Jan pokazuje Niewiastę stojącą na księżycu, mówi jedno: Ta Kobieta stanęła nad wszystkim, co niepełne i przemijające. W Niej nie ma już tej biologicznej tragedii przemijania, która nas wszystkich dotyka. I to jest właśnie treść dogmatu Wniebowzięcia, który Pius XII ogłosił w 1950 roku: Maryja została z duszą i ciałem wzięta do chwały niebieskiej. Ma więc pełnię człowieczeństwa — tę samą, którą objawiło zmartwychwstanie Jezusa. Na wzór zmartwychwstania Jezusa dokonała się w Maryi mutacją bytu (Joseph Ratzinger) – nie unicestwienie ciała, lecz jego przemiana, przejście do nowego sposobu istnienia. Jest to istnienie wyzwolone poza tragiczną, biologiczną barierą śmierci. I właśnie takie istnienie jest naprawdę piękne, bo ma pełnię. O tym pięknie wyzwolonego istnienia Wniebowziętej przypominają nam dzisiaj piękne bukiety, które za chwilę poświęcimy. Kwiaty choć przemijają więdnąc — są jednak piękne. Są znakiem, sakramentalnym niemal wskazaniem na nieprzemijające piękno Tej, która stanęła na sierpie księżyca.
Wróćmy do świętego Tomasza: piękne jest to, co ma pełnię; to, co ma braki, jest brzydkie. I tu dotykamy problemu kiczu. Słowo kicz pochodzi od niemieckiego Kitsch i znaczy: lichota, tandeta, bubel. Kicz pojawia się tam, gdzie zanika wiara. Przedmiotem wiary jest Bóg, który jest nie tylko Prawdą i Dobrem lecz również Pięknem. Odrzucenie Boga będącego Pięknem rodzi kicz. Jest on wynikiem pustki egzystencjalnej, która powstaje po odrzuceniu wiary w Boga. Ta pustka egzystencjalna jest stanem człowieka, który nie znajduje w swoim życiu sensu przekraczającego biologię — nie wie, po co żyje, ku czemu zmierza, komu zawdzięcza istnienie. Ta pustka egzystencjalna przypomina głód. Głód domaga się zaspokojenia. Podobnie pustka egzystencjalna domaga się zaspokojenia: hałasem, mocnym wrażeniem, jakimś gadżetem, a nawet tatuażem. Kiczowatość tatuażu polega na tym, że zamiast objawiać piękno ciała, przykrywają je. Ciało, które Bóg stworzył jako obraz swojego piękna, zostaje potraktowane jak tablica ogłoszeń zapisana różnymi znakami. Taka jest logika kulturowa naszego czasu: im mniej Boga, tym więcej kiczu.


Wróćmy jeszcze raz na wystawę w Pawilonie Czterech Kopuł, obok Hali Stulecia we Wrocławiu. Stoi tam Madonna ze Śmiałowic — na sierpie księżyca, jak Niewiasta z Apokalipsy. Ktoś ją wyrzeźbił wieki temu, bo wierzył. Piękno tej figury, zrodziło się z wiary w Boga, który jest Pięknem. Dzisiejsza uroczystość jest zaproszeniem, żeby otworzyć się na piękno — piękno bukietów, piękno figur, piękno liturgii, piękno Wniebowziętej. Bo piękno zbliża do Boga. Wniebowzięta Maryja cała jest z Piękna Boga i cała wskazuje ku Pięknu Boga.