Ks. Andrzej Fober

Przykładowa grafika

 

  Przykładowa grafika

 

Ks. płk Andrzej Fober – ur. 25. 04. 1958 w Cieszynie, Śląsk Cieszyński (do 31.10.1918r. Śląsk Austriacki). Absolwent Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. Ordynowany w dniu 29.06.1986r. na duchownego luterańskiego w Ewangelickim Kościele Zamkowym Ap. Piotra i Jana w Sycowie. Z dniem ordynacji wikariusz sycowskiej parafii, a od czerwca 1991 jej proboszcz. Od 1 lipca 1999 dziekan Ewangelickiego Duszpasterstwa w Śląskim Okręgu Wojskowym. Rok później obejmuje duszpasterstwo w niemieckojęzycznej parafii św. Krzysztofa we Wrocławiu, która opiekuje się mniejszością niemiecką na Dolnym Śląsku; od roku 2006 jest proboszczem parafii. W dniu 13 marca 1999 roku przyjęty do Rycerskiego Zakonu św. Jan od Szpitala w Jerozolimie przez Wielkiego Mistrza Karola-Wilhelma Pruskiego. W dniu 10 czerwca 2010, na wniosek Zwierzchnika Ewangelickiego Duszpasterstwa Wojskowego, powołany na stanowisko zastępcy Biskupa Wojskowego EDW.

Żonaty z Aldoną Simoną z. d. Gundlach. Córki: Judyta-studentka uniwersytetu we Freiburgu Bryzgowijskim, Estera-maturzystka w liceum muzycznym, Rachel-gimnazjalistka.

Prezes niemiecko-koreańskiego stowarzyszenia Sankt Christophori.

Doktorant Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu w katedrze Teologii Dogmatycznej ks. prof. dr. hab. Bogdana Ferdka. Przygotowuje rozprawę pod roboczym tytułem: Charytologia Juliany z Norwich. Perspektywa ekumeniczna.

Przekonania: rojalista od poczęcia.

Zainteresowania teologiczne: średniowieczna mistyka europejska z akcentem na mistycyzm angielski.

Inne zainteresowania: genealogia.

 

Andrzej Fober o sobie samym. 

Moją dewizą życiową może być myśl obecnego Prymasa Anglii, Lorda Arcybiskupa Rowena Williamsa: „Nie zamykaj drzwi tam, gdzie Bóg je właśnie otwiera”.

Ulubionych, czyli dobrych filmów jest mnóstwo, a jeśli ma być wymieniony jeden tylko, to zdecydowanie „Okruchy dnia(Remains of the Day) „ – głownie za sprawą Anthony Hopkinsa i Emmy Thompson.

W wolnych chwilach lub przy pracy za biurkiem, a szczególnie w samochodzie, słucham namiętnie wszelkiej dobrej muzyki – od średniowiecznych chorałów, poprzez Bacha, jazz, folk góralski (z wyjątkiem Zakopanego i Bawarii), Rolling Stones, U2 do Claire Voyant.

Człowiek zmienia się z upływem czasu, zmienia się też jego wrażliwość. Na półce z płytami można też znaleźć Brahmsa, Chopina, Sibeliusa oraz innych kompozytorów tworzących po Beethovenie. Dziesięć lat temu było to nie do pomyślenia. Wspaniała jest też muzyka filmowa. Muzyka do Braveheart James’a Hornera’a jest tego najlepszym i niedoścignionym przykładem.

Każde pokolenie, każdy naród i każdy czas tworzy wspaniałą muzykę. Trzeba ją tylko odszukać wśród lawiny komercji i kolorowej, plastikowej tandety. Najpiękniejszą muzyką jest muzyka kosmosu, czyli cisza, ale może też nią być muzyka przyrody: szum lasu, potoku, grzmot błyskawicy, padający deszcz, głos świstaka w Karyntii. Niepowtarzalny dźwięk wydają końskie kopyta stukając po kamiennej posadzce na zamkniętym, czworokątnym dziedzińcu lub piłka golfowa wpadająca do dołka. Człowiek tworzy najczęściej hałas i zgiełk.

 

Ale kiedy weźmie do ręki szkockie dudy i zadmie pośród najzieleńszych łąk i wzgórz Szkocji, to dźwięk ten przewyższa wszelkie inne dźwięki, jakie można sobie wyobrazić, bo jest to muzyka ontologiczna.

Gdybym mógł decydować o doborze kandydatów do służby w Kościele, jednym z pytań brzmiałoby: Jakiej słuchasz muzyki? Drugie pytanie brzmiałoby pewnie: Czy byłeś w Wiedniu?

Kto nie słucha wartościowej muzyki i nie był kiedykolwiek w Wiedniu, tego wiedza o życiu nie jest dostateczna, aby pełnić urząd duchownego. Mój sławny dziadek, Jerzy Byrtus, z Wisły oczywiście, zwykł mawiać: Jak nie byłeś w Wiedniu, to siedź cicho!

 

Przykładowa grafika

  

Dodaj komentarz